Właśnie się zorientowałam, że to kolejny pod rząd post z tofu w składzie i że całkiem sporo tego ostatnio zjadam, mimo że nigdy nie byłam wielką fanką tofu. Hm. Co jak co, ale w tej potrawie jest niezastąpione.
ZIELONE CURRY Z PAPRYKAMI, CUKINIĄ I TOFU
Kaloryczność 1 porcji: 150 kcal. (Nie licząc ryżu).
Składniki na 4 porcje:
- puszka mleka kokosowego
- kostka tofu
- dwie papryki
- cukinia
- 3 papryczki chilli lub pół łyżeczki chilli w proszku
- sól i cukier
- sos sojowy
- trochę soku z limonki
- dwie łyżki pasty z curry (zielonej)
- opcjonalnie pasta z kolendry
- kilka ząbków czosnku
Warzywa i tofu oraz czosnek kroimy w dowolne kształty. Wrzucamy na dno garnka i razem z odrobiną soli i cukru oraz oleju sezamowego blanszujemy warzywa. Dodajemy pastę z curry i pastę koledrową (opcjonalnie) i zalewamy mlekiem kokosowym. Gotujemy przez kolejne kilka minut.
Danie podajemy z ryżem, z sosem sojowym i sokiem z limonki.
DYNIOWE SCONES
Kaloryczność 1 bułki ok. 180 kcal.
Składniki na 16 bułeczek:
- 3,5 szklanki białej mąki
- 3/4 szklanki puree z pieczonej dynii
- 3 łyżeczki proszku do pieczenia
- 3/4 szklanki cukru
- 70 g wegańskiej margaryny
- 3/4 szklanki śmietanki sojowej
- 1 opakowanie cukru wanilinowego
- odrobina cynamonu.
Wszystkie składniki łączymy razem w misce, następnie dzielimy całość ciasta na 2 lub trzy części, obsypujemy trochę mąką, aby udało ulepić się okrągły placek wysokości 3-4 cm. Ja rozklepałam ciasto na zwykłej blaszce do tarty, nie wypełniając jej po brzegi, aby uzyskać zwykłe, zaokrąglone trójkąty.
Ciasto należy piec w 200 stopniach, przez około 10 minut z dołu i ostatnie 2-3 z góry. Może wydawać się odrobinę surowe, jednak gdy poleży do rana, bułki będą w sam raz. Nie polecam przesadzać z mąką oraz temperaturą w piekarniku, bo u mnie ten pośpiech zakończył się niepowodzeniem - druga porcja scones wyszła gorsza, mniej pulchna i spieczona z góry.
Podawać z masłem, konfiturą i śmietanką - jak w Anglii. Dodatkowo przed upieczeniem polecam górę posmarować śmietanką sojową z cynamonem (zamiast jajka : )).
Smacznego,
Agnieszka (Dosia).
wegetariańsko- wegański blog kulinarny Dosi i Asi
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkości. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 2 grudnia 2012
niedziela, 14 października 2012
krem pomidorowy i cukiniowe, wegańskie brownies
Trochę się zdziwiłam faktem, że ostatni post napisany był pół roku temu. Zwłaszcza, że ostatnie colowe brownies pamiętam bardzo dobrze! Trudno. Czas na reaktywację, bo przez własne lenistwo masa pięknych przepisów po prostu mi ucieka! Zawsze podkreślałam, że blog jest głównie dla mnie, nie wiem jakie jest poejście Asi, moje się nie zmieniło.
Zarządzam sama sobie minimum jedną notkę w tygodniu, żeby nigdy więcej takie wspaniałe rzeczy jak ciasto morelowe albo curry z kalafiora i ziemniaków mi nie uciekły!
Aktualnie w kwestii produktów, mam dużo większe pole do popisu, gdyż od jakichś dwóch tygodni, przez kolejne kilka miesięcy, mieszkam we Flensburgu, przy granicy niemiecko-duńskiej. Wegetariańskich i wegańskich produktów, jak wiadomo, jest tu multum, w pierwszym lepszym markecie po drodze do centrum : ).
Oba przepisy poniżej nie są ani odkrywcze, ani skomplikowane, ale moim zdaniem warte zapamiętania.
Jakość zdjęć należy wybaczyć. Robione z telefonu, w dodatku tu nigdy nie ma słońca, więc nie ma szans na ładne oświetlenie :C
ZUPA KREM POMIDOROWY lub WYJĄTKOWO KREMOWA POMIDOROWA, cokolwiek.
Składniki (na 1 porcję, można bez problemu pomnożyć przez ilość osób):
- 1 puszka pomidorów
- 1/3 papryki czerwonej
- 1 kromka starego chleba, z odciętymi skórkami
- oliwa
- kilka listków bazylii
- pieprzy cayenne, papryka chilli, sól
Gotujemy wszystko razem, na koniec blendujemy. Dzięki użyciu chleba, którego naprawdę nie czuć, zupa staje się zdecydowanie bardziej kremowa i syta, choć wcale nie traci na ostrości ani smaku!
CUKINIOWE, WEGAŃSKIE BROWNIES
Składniki na 8 małych porcji, do standardowej okrągłej formy polecam podwoić:
- 3 łyżki wegańskiej margaryny (ok. 100-125g)
- 1/3 szklanki kakao
- 1 tabliczka gorzkiej czekolady
- 2/3 szklanki cukru
- 1 i 1/3 szklanki mąki
- 1 spora, starta bez skórki cukinia
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 małe opakowanie cukru wanilinowego
- 2/3 szklanki mleka (można dodać trochę mniej, chodzi tylko o to aby połączyło skadniki).
Łączymy wszystkie suche składniki, dodajemy roztopioną lekko margarynę, cukinię oraz połowę posiekanej gorzkiej czekolady oraz mleko. Masa ma być zwarta, prawie tak bardzo jak na kruche ciasto, lecz bardziej puchata.
Wkładamy do formy i wierzch posypujemy drugą połową posiekanej czekolady.
Pieczemy 50 minut z góry i dołu w temperaturze 200 stopni, bez termoobiegu!
Jeść nawet na ciepło, chociaż dzisiaj przekonałam się, że smakuje jeszcze lepiej po ostygnięciu, a cukinii jakby nie było! : )
Dosia
Zarządzam sama sobie minimum jedną notkę w tygodniu, żeby nigdy więcej takie wspaniałe rzeczy jak ciasto morelowe albo curry z kalafiora i ziemniaków mi nie uciekły!
Aktualnie w kwestii produktów, mam dużo większe pole do popisu, gdyż od jakichś dwóch tygodni, przez kolejne kilka miesięcy, mieszkam we Flensburgu, przy granicy niemiecko-duńskiej. Wegetariańskich i wegańskich produktów, jak wiadomo, jest tu multum, w pierwszym lepszym markecie po drodze do centrum : ).
Oba przepisy poniżej nie są ani odkrywcze, ani skomplikowane, ale moim zdaniem warte zapamiętania.
Jakość zdjęć należy wybaczyć. Robione z telefonu, w dodatku tu nigdy nie ma słońca, więc nie ma szans na ładne oświetlenie :C
ZUPA KREM POMIDOROWY lub WYJĄTKOWO KREMOWA POMIDOROWA, cokolwiek.
Składniki (na 1 porcję, można bez problemu pomnożyć przez ilość osób):
- 1 puszka pomidorów
- 1/3 papryki czerwonej
- 1 kromka starego chleba, z odciętymi skórkami
- oliwa
- kilka listków bazylii
- pieprzy cayenne, papryka chilli, sól
Gotujemy wszystko razem, na koniec blendujemy. Dzięki użyciu chleba, którego naprawdę nie czuć, zupa staje się zdecydowanie bardziej kremowa i syta, choć wcale nie traci na ostrości ani smaku!
CUKINIOWE, WEGAŃSKIE BROWNIES
Składniki na 8 małych porcji, do standardowej okrągłej formy polecam podwoić:
- 3 łyżki wegańskiej margaryny (ok. 100-125g)
- 1/3 szklanki kakao
- 1 tabliczka gorzkiej czekolady
- 2/3 szklanki cukru
- 1 i 1/3 szklanki mąki
- 1 spora, starta bez skórki cukinia
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 małe opakowanie cukru wanilinowego
- 2/3 szklanki mleka (można dodać trochę mniej, chodzi tylko o to aby połączyło skadniki).
Łączymy wszystkie suche składniki, dodajemy roztopioną lekko margarynę, cukinię oraz połowę posiekanej gorzkiej czekolady oraz mleko. Masa ma być zwarta, prawie tak bardzo jak na kruche ciasto, lecz bardziej puchata.
Wkładamy do formy i wierzch posypujemy drugą połową posiekanej czekolady.
Pieczemy 50 minut z góry i dołu w temperaturze 200 stopni, bez termoobiegu!
Jeść nawet na ciepło, chociaż dzisiaj przekonałam się, że smakuje jeszcze lepiej po ostygnięciu, a cukinii jakby nie było! : )
Dosia
sobota, 14 kwietnia 2012
diet, vegan, COKE brownies
Chciałam zrobić dietetyczne ciasto ( w sumie dużo tu takich, zazwyczaj low-fat albo low-sugar), więc zrobiłam. Chciałam brownies i jest! Chodził za mną ostatnio pomysł zrobienia ciasta na bazie coli. Wszelkie przepisy w necie opierają się na gotowej, amerykańskiej mieszanki do brownies połączonej z colą light. Rewelacja, ale chyba nie o to tu chodzi. Ciasto wymyślone zostało w 100% przeze mnie i według mnie jest świetne - smakiem całkowicie porównywalne do osławionego "Czekoladowego Nieba" z silken tofu (niełatwym do zdobycia) w składzie.
DIETETYCZNE BROWNIES NA BAZIE COLI:
Kaloryczność 1 porcji - 215 kcal
Z podanych proporcji wychodzi kwadratowa blaszka ciasta, ok. 16 sporych kwadratów. Jeśli macie do dyspozycji tylko tortownicę i klasyczną formę prostokątną, zdecydowanie wybrać należy tę pierwszą - na prostokąt masy jest za mało : )
- 1,5 szklanki mąki pszennej do ciast/luksusowej
- 0,5 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
- duża łyżka zmielonego siemienia lnianego
- 1/3 szklanki oliwy
- puszka coli light/zero - można zastąpić jakąkolwiek Hoop czy Polo, jeśli nie macie ochoty na 'korporacje'..
- 2 tabliczki gorzkiej czekolady
- pół szklanki syropu cukrowego, albo 1/3 szklanki np. syropu z agawy czy innego płynnego słodu
- 1 łyżka cukru
- 3 łyżeczki proszku do pieczenia
Wszystkie sypkie składniki prócz siemienia mieszamy w misce. Siemię zalewamy czterema łyżkami wrzątku i odstawiamy na chwilkę. Obie z czekolad roztapiamy, mieszamy z syropem cukrowym i sparzonym zmielonym siemieniem, a następnie dodajemy to razem do suchych składników. Wlewamy colę i oliwę, dodatkowy cukier - jeśli go potrzebujecie. Całość dokładnie wymieszać, żeby nie było grudek - jeśli ktoś ma mikser, nie ma żadnych przeciwwskazań.
Ciasto wylewamy na blachę i pieczemy 35-40 minut w temperaturze około 190-200 stopni (nie mam pewności, bo mój piekarnik jest bardzo stary i na gaz - ustawiam moc na czwórkę).
Smacznego,
Dosia.
PS Wiem, że foteczki słabe ponad miarę, ale już ciemno : C
czwartek, 1 marca 2012
wegańska, czekoladowa tarta z kremem z nerkowców i bananami
Joł!
Tarta czekoladowa z kremem z nerkowców i bananami - BEZ TŁUSZCZU! (prócz tego w orzeszkach ;) ):
Kaloryczność jednego kawałka: ok. 350 kcal
- 1 szklanka mąki pełnoziarnistej
- 1 szklanka mąki pszennej
- 2 łyżki mąki ryżowej
- 1 szklanka syropu cukrowego
- 4 łyżki kakao
- 1,5 - 2 szklanki nerkowców
- 3 szklanki mleka sojowego, naturalnego
- 2 banany
- pół tabliczki gorzkiej czekolady
- szczypta soli
- 1 budyń waniliowy w proszku - na 0,5 l mleka
Najpierw spód, można go zmodyfikować, albo uczynić pulchnym - dodając proszku do pieczenia i postępując według tego przepisu : Beztłuszczowe ciasto borówkowe .
Spód na surowo jest przepyszny, po upieczeniu, może smakować lekko zakalcowato, ze względu na brak tłuszczu i proszku do pieczenia, mi to odpowiada, bo taką formę chciałam osiągnąć. Jest miękki, smaczny i komponuje się z resztą.
3/4 szklanki nerkowców miksujemy z szklanką mleka sojowego i 3/4 szklanki syropu cukrowego, czy też innego płynnego słodu. W misce mieszamy mąki i kakao. Dodajemy do tego płyny i wszystko mieszamy łyżką albo miksujemy. W miarę możliwości wylepiamy tym okrągło blachę, a następnie wstawiamy do zamrażarki na chwilkę.
W tym czasie nagrzewamy piekarnik do około 180 stopni. Tartę pieczemy ok 20 minut - narazie sam spód.
W tym czasie, gotujemy wedle przepisu budyń (można dać troszkę mniej mleka), słodzimy go 1/4 szklanki syropu cukrowego. Po ugotowaniu blendujemy budyń z 3/4 szklanki nerkowców, na gładko!
Krem wylewamy na spód tarty, na wierzchu układamy dowolnie pokrojone, dwa banany i polewamy wszystko stopioną lub startą gorzką czekoladą.
Dösiä
niedziela, 25 grudnia 2011
zapiekanka makaronowa i ciasto daktylowe
Zero przekazu, tylko jedzenie.
Zapiekanka z makaronu razowego i warzyw
skład:
makaron razowy rurki
brokuł
pomidory
papryka
czosnek
pestki dyni
mąka razowa
margaryna wegańska
mleko sojowe
(ewentualnie dla wege grubasów) ser
sól, pieprz, zioła prowansalskie, gałka muszkatołowa
Gotujemy brokuła, kroimy na drobno pomidora, paprykę, ząbek czosnku,pestki dyni- wrzucamy wszystko do miski mieszamy z przyprawami. odstawiamy na chwilę, żeby się "przegryzło". Dodajemy ugotowany makaron. mieszamy dokładnie, gdy ostygnie wrzucamy do warzyw. W garnku robimy beszamel z mąki razowej.Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni. Do wysmarowanego olejem naczynia żaroodpornego wrzucamy makaron z warzywami, zalewamy beszamelem i ewentualnie posypujemy serem. Wkładamy do piekarnika, pieczemy przez jakies 30-40 min.
Ciasto daktylowe z polewą krówkową
200 g suszonych daktyli bez pestek
migdały
1,5 szklanki mąki
1/4 szklanki mleka/sojowego
szklanka cukru
100 g margaryny wegańskiej
4łyżki oleju/2jajka
2 łyżeczki proszku do pieczenia
masa krówkowa kajmakowa(to już opcjonalnie, co kto woli, to jest leniwa opcja)
Daktyle drobno kroimy, wkładamy do jakiejś miseczki i zalewamy wrzątkiem, odstawiamy na bok. Ucieramy margarynę z cukrem mikserem, aż się połączą ładnie. Następnie dodajemy olej/jajka stale miksując. Do masy dodajemy mąkę, proszek do pieczenia, mleko i wymoczone, odcedzone daktyle. Wszystko mieszamy na gładką masę. Wykładamy na blachę, pieczemy 40 min w temp 180 stopni. Gdy ciasto ostygnie nakładamy polewę/masę czy co tam lubicie i układamy daktyle. Najlepsze schłodzone.
Smacznego, dobrego roku 2012, jou
Asia
poniedziałek, 7 listopada 2011
wegańskie serniczki z masłem orzechowym
Zrobione dziś, więc wstawiam dziś, żeby nie zapomnieć co trzeba dodać i nie spaprać ich w przyszłości, bo z braku czasu już kilka spoko spontanicznych przepisów przepadło ostatnimi czasy :C.
WEGAŃSKIE MINISERNICZKI Z TOFU I MASŁEM ORZECHOWYM (9 sztuk):
- około 3-4 duże łyżki masła orzechowego lub:
- 250 g orzeszków ziemnych
-50 g nerkowców
- 2 łyżki oleju
- szczypta soli
- paczka ciastek owsianych "Lu" (takie żółte opakowanie, niecałe 300g, skład wegański, można zastąpić innymi kupnymi wegańskimi zbożowymi ciastkami albo od biedry żółtymi z wiatrakiem półsłodkimi!)
- 1 opakowanie tofu naturalnego, około 200g
- 4 łyżki cukru
- pół opakowania cukru wanilinowego
- 1 cytryna
- 1 tabliczka gorzkiej czekolady
- 2 garści musli (ale takiego naturalnego, a nie jakiegoś słodzonego itd), płatków owsianych, jęczemiennych - cokolwiek!
- trochę mleka sojowego ( w wersji niewegan - śmietana kwaśna 12 %)
Jeżeli chcecie sami zrobić masło orzechowe, wystarczy podane składniki czyli olej, orzeszki i sól zblendować ; ). Wychodzi taniej i sami możecie kontrolować słoność masła. Niektóre sklepowe są po prostu zbyt intensywne, aby dodać je do tofurniczków.
INSTRUKCJA! :D
Najpierw zalewamy płatki owsiane/musli gorącą wodą, tak żeby do pół godzinki sobie napęczniały, a w miseczce zostało trochę wody.
W tym czasie, tofu przygniatamy deską do krojenia i książkami, żeby wycisnąć wodę, później rozdrabniamy i wyciskamy mniejsze kawałki ręcznie.
Napęczniałe musli/płatki blendujemy na kleik.
Do rozgniecionego tofu, dodajemy sok z jednej cytryny, uzyskany z płatków kleik, cukier wanilinowy, cukier zwykły, 1-2 łyżki masła orzechowego i trochę skórki z cytryny, a także pasek posiekanej gorzkiej czekolady. Wszystko "ukręcamy" mikserem lub w robocie kuchennym z funkcją miksera. OBOWIĄZUJE ZAKAZ BLENDOWANIA MASY "SEROWEJ"!!!! :D Blender spowoduje, że zamiast serników, wyjdą wam kamienie.
Jeśli ktoś lubi, przed wymiksowaniem dodać również rodzynki namoczone np. w rumie. Ja osobiście nigdy nie lubiłam ich w serniku. Masa serowa jest gotowa. Wg mnie smakuje bardzo prawdziwie, patrząc na to jakie zawiera składniki.
W osobnej miseczce kruszymy drobniutko ciastka, mieszamy z dwoma solidnymi łyżkami masła orzechowego.
Spód foremek wykładamy masą z ciastek, na wierzch nakładamy masę serową. Pieczemy około 25 minut, najpierw przez jakies 5 minut w ok 200 stopniach, pozniej troszkę zmniejszamy temperaturę. Gdy serniczki są już gotowe, roztapiamy gorzką czekoladę, mieszamy z odrobiną śmietany lub mleka roślinnego, smarujemy wierzch i można już jeść!
Zrobione w wersji mini serniczków, bo mniejsza strata, gdyby nie wyszło ; )
Przepis teoretycznie mojego autorstwa, choć tak naprawdę to duuuuże przekombinowanie sernika Nigelli na wersję wegańską, stąd też obawy co do tego, że może nie wyjść.
Mimo wszystko, był to mój pierwszy wegański sernik i wychodzi nawet w gównianym piekarniku, więc bez obaw, PIEC ŚMIAŁO!
Dosia
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
czekoladowe ciasto z borówkami. bez tłuszczu!
Dobra, to teraz coś słodkiego dla wegan, bez tłuszczu, z wykorzystaniem borówek, na które jest teraz sezon. Przygotowanie i upieczenie ciasta trwa zaledwie 40 minut, a jeden jego kawałek ma ok 120-150 kcal (średnio, zależy czy pokroimy ciasto na 8, 9, 10 części).
CZEKOLADOWE, BEZTŁUSZCZOWE CIASTO Z BORÓWKAMI:
- 3/4 szklanki pełnoziarnistej, żytniej mąki
- 1/2 szklanki białej mąki pszennej
- 3/4 szklanki płynnego słodu (u mnie syrop cukrowy robiony samodzielnie)
- 4 łyżki kakao
- 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
- 2 duże łyżki zmielonego siemienia lnianego
- dużą szczypta soli
- 1,5 szklanki borówek
- 3/4 szklanki mleka sojowego, od biedy może być i woda
Łączymy w misce wszystkie suche składniki.
Pół szklanki borówek, mleko sojowe/wodę, słód wsypujemy i wlewamy do blendera, mixujemy i dodajemy do suchych składników.
Miksujemy wszystko razem i wylewamy na blaszkę do tartej najlepiej, bo ciasto będzie niskie. Srednica ok 30 cm będzie idealna.
Pieczemy ciasto ok. 30 minut w rozgrzanym piekarniku, temperatura ok 180 stopni.
Wyjumujemy ciasto, smarujemy jeszcze po wierzchu słodem/syropem cukrowym i układamy na nim pozostałe borówki.
eat more food, kid!
Dosia
czwartek, 4 sierpnia 2011
wegańskie muffiny z "nutellą" z orzeszków laskowych
Po wizycie w Niemczech, Holandii, a na końcu w Czechach, z nową energią powracam do gotowania, a przy okazji ogłaszam sierpień miesiącem TRZEŹWOŚCI i NIEWYDAWANIA PIENIĘDZY. Bardzo się na to jaram, chłonę książki jak nienormalna, wstaję o 8 albo 9 rano, nawet bieganie wraca do łask. Nieważne, że to dopiero 4 dzień, bo z dnia na dzień mocy mam raczej więcej niż mniej, jest dobrze!
Muffiny nigdy nie wychodziły mi zbyt dobrze, może tez ze względu na mój niedorozwinięty piekarnik albo to , że zawsze chce robić wszystko po swojemu i sama komponuję w głowie proporcję itd, więc czasem coś nie wyjdzie. Tym razem wyszło, moim zdaniem, dośyć zajebiście.
WEGAŃSKIE MUFFINY Z NUTELLĄ Z ORZESZKÓW LASKOWYCH (16 sztuk):
- 100 g orzechów laskowych
- 2 szkl waniliowego mleka sojowego
- kilka łyżek kakao
- ok. 2/3 szkl. cukru
- 3 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 duża łyżka mąki ziemniaczanej
- 1/2 szkl. oleju
- opakowanie cukru waniliowego ( ja przywiozłam sobie z niemiec taki ekologiczny z bourbonem, coś genialnego, być może to ten cukier zrobił największą robotę)
- 2 szkl mąki pszennej
Orzeszki gotujemy w szklance waniliowego mleka sojowego, stopniowo dodajemy odpowiednią ilość kakao i cukier, według smaku (około 1/3 szklanki). Orzeszki trochę rozmiękną, przejdą smakiem. Blendujemy to na możliwie najbardziej zwartą masę, mój blender zostawił grudki orzeszków, ale może to i nawet dobrze.
Resztę składników łączymy razem w jakiejś sporej misce, miksujemy.
Do foremek nakładamy łyżkę ciasta waniliowego, na tym rozsmarowujemy łyżeczką nutelli i przykrywamy to odrobiną białego ciasta, następnie "mieszamy" to z wierzchu jakąś wykałaczką, chodzi o to żeby nutellę trochę rozprowadzić na wierzchu i trochę do wewnętrznej warstwy, wszystko ma byc mniej więcej zwarte. Robimy tak ze wszystkimi sztukami. Wstawiamy na 20-25 min do piekarnika rozgrzanego do ok 200 stopni.
KEEP EATING!
Dosia
środa, 9 marca 2011
tłusty czwartek i zapiekanka "PROWANSALSKA" (?:D)
Co za przeklęty, żeby nie powiedzieć inaczej, dzień. Nie dość, że od wczoraj na każdym swoim kroku doświadczam ludzkiej głupoty, nie wiem czemu dopiero teraz AŻ TAK rzuciło mi się to w oczy. Może to wzrost mojej samooceny w kwestii intelektu, HAHA, ale nie sądzę. Tak czy siak, prócz tego, nic nie jest jak być powinno, a w dodatku martwe rzeczy też mnie dziś wkurwiają, z telefonem ojca, na którym dokumentowałam wszystko w ostatnim czasie, na czele. Także niestety ze zdjęć nie będzie dziś smacznie. Polecam mimo to się przełamać!
TŁUSTY CZWARTEK był tydzień temu, nie miałam nic robić, ale jak zobaczyłam w środę, Olkę, siedzącą obok mnie w ławce i oglądającą zdjęcia pączków, ktore nosiła ze sobą cały dzień... Przełamałam się. Wszyscy wiedzą, że nasze (moje i Oli) podejście do żarcia jest nienormalne, ale co zrobić. Obiecałam, że zrobię pączki tak ładne jak na zdjęciu! Miał to byc pierwszy niewegański wypiek od dawna, ale los zrzadził, że się zagapiłam i i tak zrobiłam po wegańsku. Cholera miało być mnóstwo pięknych zdjęć pączusiów a tu dupa, mam jedno tylko odzyskane skądinąd. Trudno, jak telefon ożyję to zrobię aktualizację.

Pączki najzwyklejsze, z dziurką na zdjęciu tym akurat, ale polecam zrobić bez, bo są mniej tłuste (mniejsza powierzchnia wchłaniania : D) :
- 1 łyżka suszonych drożdzy (boję się normalnych wyrabiać, w sensie NIE UMIEM NO : C)
- 1/2 szkl. ciepłej wody
- 3 łyżki rozpuszczonej margaryny wegańskiej (od biedy olej, ale lepiej nieee)
- 5 łyżek cukru
- 3 szkl. mąki
- pół dużej łyżki proszku do pieczenia
- szczypta soli (do 'rozczynu')
Polecam suszone drożdże wszystkim DROŻDŻOWYM UPOŚLEDZEŃCOM /takim jak ja/, naprawdę. Zalewamy wodą, solimy, zostawiamy na 5 minut. Dodajemy cukier. W misce łączymy suche składniki, dolewamy rozczyn drożdżowy i stopioną margarynę. Ugniatamy (ja oczywiście muszę umyć podczas tego 10 razy ręcę, co nie wpływa dobrze na jakos ciasta, ale niestety już tak mam). Zostawiamy, żeby wyrosło. Jak nie urośnie przed 20 minut olać to i uformować pąki w jakim kształcie chcecie. Zostawić je na wyrośnięcie i obiecuję, że na tym etapie urosną na pewno!
Na głębokiej patelni grzejemy tłuszczyk, jak będzie dość mocno pryskał przy kontakcie z wodą, chlupnąć na patelnię proszę, to można wrzucać pączki. Ale za gorący też nie może być (kolejna z porad taty!). Smażyć z obu stron no i tyle. Przygotowujemy jakąś polewę, posypkę, puder, lukier, co kto lubi! Do środka jeśli to nie donaty można wsadzić jakieś owoce, karmel cokolwiek.
A DONATY PRZEŁOŻYC BUDYNIEM! Niekoniecznie, rzecz jasna, ale polecam.
Przepis drugi, mimo braku mojej miłości do ziemniorów (prócz weekendów : D) powstał w sumie z pewnego przymusu. Z pewnych wzgledów muszę teraz gotować też dla mieszkających ze mną mięsożerców, a więc faszeruję ich jak najbardziej aromatycznymi potrawami, żeby zrekompensować im tęsknotę za mięsem : D

PROWANSALSKA ZAPIEKANKA Z ZIEMNIORAMI, TOFU I SUSZONYMI POMIDORAMI
-8 ugotowanych ziemniórów (na oko)
-2 kostki tofu
-pół słoiczka suszonych pomidorów
-trochę oliwy
-czosnek, sos sojowy, ocet balsamiczny, zioła prowansalskie
- dwie, trzy cebule
Ziemniory gotujemy, kroimy w plasterki, cebulkę w paski, kółka, kostkę. Co kto chce. Ja polecam w kółeczka. Jestem zdania, że kształt warzywa jest w stanie totalnie zmienić smak. Tak jak np. do niektórych potraw pomidory kroje w paseczki, do innych w plastry, do innych w ćwiartki, kostkę... I to wcale nie jest głupota! Tak czy siak, cebulkę wrzucamy na dno naczynia żaroodpornego, w miseczce obok sporządzamy małą ilość 'marynaty' z sosu sojowego, octu balsamicznego, czosnku i oliwy, mieszamy to dokladnie i wylewamy połowę równomiernie na tą cebulkę. Dajemy warstwę ziemniaków na to. Następnie w osobnym naczyniu mielimy tofu z suszonymi pomidorami, dodajcie trochę wody albo mleka roślinnego no i koniecznie zioła prowansalskie, ewentualnie oregano. Można sobie część odłożyć do kanapek, bo daje radę absolutnie. No na ziemniory warstwa tego twarożku, potem znów ziemniory, twarożek, ziemniory, marynata. Jasne? I do pieca. Na jakieś hm hm 40 minut? w 180 stopniach? Strzelam. Mój piekarnik jest totalnie nieobliczalny, nie powiem wam na ile. Na oko.
Jeść nie przestawajcie absolutnie, jedzcie, jedzcie, jedzcie, to jedna z rzeczy z czołówki (10) najfajniejszych rzeczy jaka spotka was życiu (czy jesteście no life'ami czy nie!) : D
Dooooooooooooooooooooooosia
TŁUSTY CZWARTEK był tydzień temu, nie miałam nic robić, ale jak zobaczyłam w środę, Olkę, siedzącą obok mnie w ławce i oglądającą zdjęcia pączków, ktore nosiła ze sobą cały dzień... Przełamałam się. Wszyscy wiedzą, że nasze (moje i Oli) podejście do żarcia jest nienormalne, ale co zrobić. Obiecałam, że zrobię pączki tak ładne jak na zdjęciu! Miał to byc pierwszy niewegański wypiek od dawna, ale los zrzadził, że się zagapiłam i i tak zrobiłam po wegańsku. Cholera miało być mnóstwo pięknych zdjęć pączusiów a tu dupa, mam jedno tylko odzyskane skądinąd. Trudno, jak telefon ożyję to zrobię aktualizację.
Pączki najzwyklejsze, z dziurką na zdjęciu tym akurat, ale polecam zrobić bez, bo są mniej tłuste (mniejsza powierzchnia wchłaniania : D) :
- 1 łyżka suszonych drożdzy (boję się normalnych wyrabiać, w sensie NIE UMIEM NO : C)
- 1/2 szkl. ciepłej wody
- 3 łyżki rozpuszczonej margaryny wegańskiej (od biedy olej, ale lepiej nieee)
- 5 łyżek cukru
- 3 szkl. mąki
- pół dużej łyżki proszku do pieczenia
- szczypta soli (do 'rozczynu')
Polecam suszone drożdże wszystkim DROŻDŻOWYM UPOŚLEDZEŃCOM /takim jak ja/, naprawdę. Zalewamy wodą, solimy, zostawiamy na 5 minut. Dodajemy cukier. W misce łączymy suche składniki, dolewamy rozczyn drożdżowy i stopioną margarynę. Ugniatamy (ja oczywiście muszę umyć podczas tego 10 razy ręcę, co nie wpływa dobrze na jakos ciasta, ale niestety już tak mam). Zostawiamy, żeby wyrosło. Jak nie urośnie przed 20 minut olać to i uformować pąki w jakim kształcie chcecie. Zostawić je na wyrośnięcie i obiecuję, że na tym etapie urosną na pewno!
Na głębokiej patelni grzejemy tłuszczyk, jak będzie dość mocno pryskał przy kontakcie z wodą, chlupnąć na patelnię proszę, to można wrzucać pączki. Ale za gorący też nie może być (kolejna z porad taty!). Smażyć z obu stron no i tyle. Przygotowujemy jakąś polewę, posypkę, puder, lukier, co kto lubi! Do środka jeśli to nie donaty można wsadzić jakieś owoce, karmel cokolwiek.
A DONATY PRZEŁOŻYC BUDYNIEM! Niekoniecznie, rzecz jasna, ale polecam.
Przepis drugi, mimo braku mojej miłości do ziemniorów (prócz weekendów : D) powstał w sumie z pewnego przymusu. Z pewnych wzgledów muszę teraz gotować też dla mieszkających ze mną mięsożerców, a więc faszeruję ich jak najbardziej aromatycznymi potrawami, żeby zrekompensować im tęsknotę za mięsem : D
PROWANSALSKA ZAPIEKANKA Z ZIEMNIORAMI, TOFU I SUSZONYMI POMIDORAMI
-8 ugotowanych ziemniórów (na oko)
-2 kostki tofu
-pół słoiczka suszonych pomidorów
-trochę oliwy
-czosnek, sos sojowy, ocet balsamiczny, zioła prowansalskie
- dwie, trzy cebule
Ziemniory gotujemy, kroimy w plasterki, cebulkę w paski, kółka, kostkę. Co kto chce. Ja polecam w kółeczka. Jestem zdania, że kształt warzywa jest w stanie totalnie zmienić smak. Tak jak np. do niektórych potraw pomidory kroje w paseczki, do innych w plastry, do innych w ćwiartki, kostkę... I to wcale nie jest głupota! Tak czy siak, cebulkę wrzucamy na dno naczynia żaroodpornego, w miseczce obok sporządzamy małą ilość 'marynaty' z sosu sojowego, octu balsamicznego, czosnku i oliwy, mieszamy to dokladnie i wylewamy połowę równomiernie na tą cebulkę. Dajemy warstwę ziemniaków na to. Następnie w osobnym naczyniu mielimy tofu z suszonymi pomidorami, dodajcie trochę wody albo mleka roślinnego no i koniecznie zioła prowansalskie, ewentualnie oregano. Można sobie część odłożyć do kanapek, bo daje radę absolutnie. No na ziemniory warstwa tego twarożku, potem znów ziemniory, twarożek, ziemniory, marynata. Jasne? I do pieca. Na jakieś hm hm 40 minut? w 180 stopniach? Strzelam. Mój piekarnik jest totalnie nieobliczalny, nie powiem wam na ile. Na oko.
Jeść nie przestawajcie absolutnie, jedzcie, jedzcie, jedzcie, to jedna z rzeczy z czołówki (10) najfajniejszych rzeczy jaka spotka was życiu (czy jesteście no life'ami czy nie!) : D
Dooooooooooooooooooooooosia
sobota, 22 stycznia 2011
Zupa cebulowa z warzywnymi babeczkami i wegańska stefanka na deser!
Tym razem, ze tak powiem, pelen komplet haha - prawie dwudaniowy obiad + deser, a wszystko miesći się w około 600 kaloriach (razem z deserem) i maksymalnie 1,5 godziny przygotowań.
Brokułów u mnie ostatnio było dosc sporo w roznych wydaniach. Efekt małego dumpster divingu z Iwką :o. Powstało wiele miłych godnych uwagi opcji, ale to też głównie za sprawą wegańskiego sera który wpadł w moje ręce.
Zupa cebulowa, zjadana razem z tymi brokułowymi głównie 'babeczkami' to jest po prostu poezja, a więc po kolei:
ZUPA CEBULOWA (5 duuużych porcji):
-0,7 kg cebuli na oko
- 5 l wody (chyba)
- mąka
- opcjonalnie wegański ser
- majeranek, sól, pieprz
Cebulę kroimy w kostkę i podsmazamy na oleju. Przyprawiamy solą i pieprzem. Gdy się zezłoci, wrzucamy ją do gara z gotującą się w nim wodą z bulionem wegetariańskim. Dodajemy majeranek. W jakiejś mieseczce rozrabiamy kilka łyżek mąki z wodą. Ok. 0,5 l tego ma byc na taką porcję. Jeśli jest za rzadkie, dodac więcej mąki, bo ma to miec dosyc kluskowatą konsystencję. Wlewamy to powoli do gara mieszając zupę. Wyjdą z tego takie fajne 'kluseczki' haha. Opcjonalnie jak ktoś jest w posiadaniu można dodac spoooooro wegańskiego sera. Wtedy jest jeszcze lepiej ; ).
BABECZKI WARZYWNE (12 sztuk):
- różyczki z dużego brokuła (0,5 kg)
- 2 marchewki
- pół pomidora
- mąka
- woda
- olej
- mleko roślinne
- przyprawy już wg uznania
- wegański starty ser, u mnie sheese, edam style
Brokuła i marchewkę podgotowujemy w osolonej wodzie. Resztę składników prócz pomidora mieszamy w takich propocjach, żeby wyszło dość lejące ciasto. Wyjmujemy foremki do babeczek jakie kto tam ma. Spód i boki formy 'zalewamy' dosc dokładnie ciastem, kładziemy tam marchewkę i brokuła i zalewamy ciastem z góry. Kładziemy pomidorka. Robimy to samo z wszystkimi sztukami i wsadzamy do piekarnika, na najwyższy poziom, na jakies 20 minut góra. Naturalnie nie wiem w jakiej temperaturze, bo nadal mam ten stary piekarnik, ale raczej nie za wysoka haha.
Teraz najprostsze, najszybsze ciasto świata, któremu mimo tych wszystkich niesmacznych przymiotów smaku nie brakuje!
WEGAŃSKA STEFANKA:
- 60 herbatników wegańskich (2 opak. holenderskich półsłodkich lub jakieś kwadratowe zwykłe, ale znalezienie ich w opcji wegańskiej jest dość trudne)
- 2 szkl. suchej kaszy manny
- 1,5 l mleka roślinnego
- trochę oleju/ margaryny roślinnej
- 6 łyżek cukru
- pol cytryny
- kilka łyzek kakao
- troszkę olejku rumowego
- opcjonalnie jakies powidła śliwkowe lub trochę wisienek
Wyjmujemy dwa małe gary, do jednego wrzucamy szklankę kaszy manny, 3 szklanki mleka, troche oleju/margaryny, 3 łyżki cukru, sok z pol cytryny, a do drugiego ten sam zestaw, tyle ze zamiast soku z cytryny dodajemy troche olejku rumowego i ze 3 lyzki kakao. Jesli nie jestescie na tyle zreczni, zeby kontrolowac dwa gary na raz, to polecam to zrobic osobno, bo moze sie przypalic.
Na spodzie blaszki wykladamy herbatniki, jedna warstwe, rozsmarowujemy czekoladowa manne, jesli chcemy na wierzchu smarujemy ja powidlami lub kladziemy wisienki. Na to kladziemy druga warstwe herbatnikow, zas na nia białą mannę. Na wierzch znów ida herbatniczki, a potem czekoladowa polewa z kakao, margaryny, cukru i odrobiny mleka, albo gorzkiej czkolady rozpuszczonej z mlekiem. Sypiemy wiorkami, wstawiamy do lodowki i gotowe. Szczerze powiem, ze im starsze tym lepsze!
Smacznego,
Dosia!
czwartek, 30 grudnia 2010
cynamonówki ("kanelbullar") i muffiny orzechowe
Generalnie to ostatnio Asia przejęła tu inicjatywę, co nie znaczy, że nie gotuję! Po prostu nie mam czasu, a z aparatem są problemy po różnych wycieczkach, na których zdarzyło mu się zamarznąc. Tak czy siak jeśli chodzi o dania obiadowe, nie mam się czym popisac, ale za to w piekarniku dzieje się ostatnio dosc sporo! Konsekwencje tego są jakie są, ale trudno.
Zacznę od kanelbullar, które zamierzam tu wstawic od dłuuuuższego czasu. Od jakichś 3 lat czekałam na smak tych bułeczek (dokładnie od ostatnich lekcji języka szwedzkiego jakie miałam). I musze powiedziec, że zdanie " Kan jag fa en kanelbulla? " (Czy moge prosic o cynamonowke?) zapadlo w moja pamiec najglebiej ze wszystkich innych w tym jezyku. Po prostu łudziłam się, że może kiedys wybiorę się do Szwecji i będę umiała w cukierni sama zamowic sobie taką cynamonówkę hahaha. Tyle, że raczej nie byłaby ona w wersji wegańskiej, a więc zmotywowałam się i oto moje cynamonówki w sumie nie chwaląc się, wyszły geniaaaalne.
KANELBULLAR (drozdzowki cynamonowe)

Składniki:
-5 dag drozdzy
- 1/2 l mleka roślinnego
- 250 g margaryny wegańskiej
- 1 szkl cukru
- troszkę soli
- opakowanie cynamonu
- trochę mniej niz 1 kg mąki
Podgrzewamy mleko ze 125 g margaryny, 1/2 szklanki cukru, kruszymy drozdze i dodajemy do tego, chwileczkę podgrzewamy, solimy i odstawiamy na bok. Nie ma to byc gorące, lecz po prostu się spoic. Do tego dodajemy połowę mąki, ugniatamy, sypiemy trochę mąki na wierzch, przykrywamy jakas szmatka i stawiamy w cieplym miejscu do wyrośniecia. Za jakies 30 minut ugniatamy z resztą mąki, tak długo, aż ciasto będzie odchodziło od ręki. Opcjonalnie można dodac do niego kilka łyżeczek cynamonu, ale ja osobiście nie polecam.
Teraz możemy zrobic masę na nadzienie. Pozostałe 125 g margaryny topimy z połową szklanki cukru, moze byc troche wiecej i kilkoma łyżeczkami cynamonu, ilosc juz według upodobań. Odstawiamy, żeby trochę ostygło.
W tym czasie kawałek ciasta drozdzowego wałkujemy na prostokąt i odcinamy paski szerokosci około 5 cm. Mój sposób zawijania kanelbullar różni się trochę od tradycyjnego. Połowę takiego paska (czyli szerokosc ok 2,5 cm) zasmarowujemy nadzieniem, ale tez bez przesady, raczej cienko, zeby potem nadzienie nie wyplynelo, skladamy pasek tak aby nieposmarowana polowa przykryla to posmarowana i zwijamy go, aby utoworzyl 'różyczkę'. Powtarzamy tę czynnosc aż zużyjemy całe ciasto.
Mi wyszło z tej porcji drożdży ok. 40 bułeczek, z czego połowę zamiast nadzieniem cynamonowym posmarowałam czekoladowym masłem z fasoli. Też jest okej!
MUFFINY ORZECHOWE

Składniki:
- 1 puszka orzeszków ziemnych (150 g)
- 100 g orzechów włoskich
- ok. 2 łyżki kakao
- 1/3 szkl oleju (+ odrobina do polewy)
- 1/3 szklanki cukru (+ odrobina do polewy)
- 1 szklanka mąki
-1 łyzeczka proszku do pieczenia
Jeśli orzeszki ziemne są solone, to zalewamy je wodą i płuczemy, a potem ponownie zalewamy odrobiną wody, żeby zmiękły. Jeśli nie są, po prostu wlewamy trochę wody do ich zmiękczenia. Całą puszkę orzechów ucieramy blenderem z 2 łyżkami oleju i szczyptą soli. Czesc orzechów może zostac w całości. Tym sposobem mamy około połowę puszki masła orzechowego.
Mąkę, cukier, proszek do pieczenia mieszamy, dodajemy olej. Ciasto wyjdzie dosc gęste.
Dodajemy 50 g orzechów włoskich i całą puszkę masła orzechowego. Miksujemy lub mieszamy rękoma/ łyżką. Przekładamy do foremek i pieczemy. Z tej porcji wychodzi ok 10 babeczek.
Gdy już się upieką, nie wiem w jakiej temperaturze, bo mój piekarnik jest bardzo stary, ale pieczemy na najwyższej półce, odstawiamy je do ostygnięcia.
W małym rondelku podgrzewamy trochę cukru z olejem i kakao, mieszając. Składniki regulujemy już według własnego smaku, zważając jednak na konsystencję. Nie będzie to bardzo gęsta polewa, jak z użyciem margaryny. Polewamy nią babeczki i posypujemy ich wierzch posiekanymi orzechami włoskimi. Polewa nie zastygnie nigdy w 100%, taki jest jej minus, ale mi smakuje lepiej niż ta z margaryny, którą swoją drogą w Polsce jest ciężko dostac, także co by nie bylo ja osobiscie wole tę wersję.
Smacznego,
Dosia!
PS Jutro sylwester, takze w nowym roku zycze wszystkim spelnienia noworocznych postanowien, jezeli ktos to w ogole czyta i takie posiada ; ).
Zacznę od kanelbullar, które zamierzam tu wstawic od dłuuuuższego czasu. Od jakichś 3 lat czekałam na smak tych bułeczek (dokładnie od ostatnich lekcji języka szwedzkiego jakie miałam). I musze powiedziec, że zdanie " Kan jag fa en kanelbulla? " (Czy moge prosic o cynamonowke?) zapadlo w moja pamiec najglebiej ze wszystkich innych w tym jezyku. Po prostu łudziłam się, że może kiedys wybiorę się do Szwecji i będę umiała w cukierni sama zamowic sobie taką cynamonówkę hahaha. Tyle, że raczej nie byłaby ona w wersji wegańskiej, a więc zmotywowałam się i oto moje cynamonówki w sumie nie chwaląc się, wyszły geniaaaalne.
KANELBULLAR (drozdzowki cynamonowe)

Składniki:
-5 dag drozdzy
- 1/2 l mleka roślinnego
- 250 g margaryny wegańskiej
- 1 szkl cukru
- troszkę soli
- opakowanie cynamonu
- trochę mniej niz 1 kg mąki
Podgrzewamy mleko ze 125 g margaryny, 1/2 szklanki cukru, kruszymy drozdze i dodajemy do tego, chwileczkę podgrzewamy, solimy i odstawiamy na bok. Nie ma to byc gorące, lecz po prostu się spoic. Do tego dodajemy połowę mąki, ugniatamy, sypiemy trochę mąki na wierzch, przykrywamy jakas szmatka i stawiamy w cieplym miejscu do wyrośniecia. Za jakies 30 minut ugniatamy z resztą mąki, tak długo, aż ciasto będzie odchodziło od ręki. Opcjonalnie można dodac do niego kilka łyżeczek cynamonu, ale ja osobiście nie polecam.
Teraz możemy zrobic masę na nadzienie. Pozostałe 125 g margaryny topimy z połową szklanki cukru, moze byc troche wiecej i kilkoma łyżeczkami cynamonu, ilosc juz według upodobań. Odstawiamy, żeby trochę ostygło.
W tym czasie kawałek ciasta drozdzowego wałkujemy na prostokąt i odcinamy paski szerokosci około 5 cm. Mój sposób zawijania kanelbullar różni się trochę od tradycyjnego. Połowę takiego paska (czyli szerokosc ok 2,5 cm) zasmarowujemy nadzieniem, ale tez bez przesady, raczej cienko, zeby potem nadzienie nie wyplynelo, skladamy pasek tak aby nieposmarowana polowa przykryla to posmarowana i zwijamy go, aby utoworzyl 'różyczkę'. Powtarzamy tę czynnosc aż zużyjemy całe ciasto.
Mi wyszło z tej porcji drożdży ok. 40 bułeczek, z czego połowę zamiast nadzieniem cynamonowym posmarowałam czekoladowym masłem z fasoli. Też jest okej!
MUFFINY ORZECHOWE
Składniki:
- 1 puszka orzeszków ziemnych (150 g)
- 100 g orzechów włoskich
- ok. 2 łyżki kakao
- 1/3 szkl oleju (+ odrobina do polewy)
- 1/3 szklanki cukru (+ odrobina do polewy)
- 1 szklanka mąki
-1 łyzeczka proszku do pieczenia
Jeśli orzeszki ziemne są solone, to zalewamy je wodą i płuczemy, a potem ponownie zalewamy odrobiną wody, żeby zmiękły. Jeśli nie są, po prostu wlewamy trochę wody do ich zmiękczenia. Całą puszkę orzechów ucieramy blenderem z 2 łyżkami oleju i szczyptą soli. Czesc orzechów może zostac w całości. Tym sposobem mamy około połowę puszki masła orzechowego.
Mąkę, cukier, proszek do pieczenia mieszamy, dodajemy olej. Ciasto wyjdzie dosc gęste.
Dodajemy 50 g orzechów włoskich i całą puszkę masła orzechowego. Miksujemy lub mieszamy rękoma/ łyżką. Przekładamy do foremek i pieczemy. Z tej porcji wychodzi ok 10 babeczek.
Gdy już się upieką, nie wiem w jakiej temperaturze, bo mój piekarnik jest bardzo stary, ale pieczemy na najwyższej półce, odstawiamy je do ostygnięcia.
W małym rondelku podgrzewamy trochę cukru z olejem i kakao, mieszając. Składniki regulujemy już według własnego smaku, zważając jednak na konsystencję. Nie będzie to bardzo gęsta polewa, jak z użyciem margaryny. Polewamy nią babeczki i posypujemy ich wierzch posiekanymi orzechami włoskimi. Polewa nie zastygnie nigdy w 100%, taki jest jej minus, ale mi smakuje lepiej niż ta z margaryny, którą swoją drogą w Polsce jest ciężko dostac, także co by nie bylo ja osobiscie wole tę wersję.
Smacznego,
Dosia!
PS Jutro sylwester, takze w nowym roku zycze wszystkim spelnienia noworocznych postanowien, jezeli ktos to w ogole czyta i takie posiada ; ).
czwartek, 25 listopada 2010
sałatka gyros i czekoladowo-kokosowy tort vegan, naturlich!
Rany, mam tyle zaległych super ciast do wstawienia, że aż mi się nie chce. To powstało w mojej głowie po wymyśleniu kokosowego kremu i naprawdę jest świetny, muszę powiedziec, że koleżanki w klasie się o nie pobiły prawie.. :D.
Przy okazji, w sumie czasu też za bardzo nie mam, w szkole jest co robic, robota ograniczona do 2 dni w tygodniu. Haha teraz były próbne matury i właśnie wyliczyłam, że jeśli osiągne z normalnej takie wyniki jak chcę, a są one bardzo mozliwe, to dostane sie na wymarzone studia, ha! Ale dobra, koniec tego durnego licealnego kujońskiego (?) paplania. Do garów! :D
TORT CZEKOLADOWO-KOKOSOWY

Składniki:
Biszkopt:
-2 szkl. mąki
-2/3 szkl. oleju
-1 szkl. mleka roślinnego
-6 łyżek cukru
-3 łyżki kakao
-szklanka wody gazowanej
-2 łyżki mąki ziemniaczanej
-4 łyżeczki proszku do pieczenia
Ten biszkopt rośnie mega ogromny, mój ojciec znawca, który wszystko krytykuje, mówi, że jest czad, zaś mama wyczuwa posmak proszku do pieczenia, mozliwe, haha, mozna dodac mniej, ale po co ryzykowac skoro jest spoko ?:)
Krem:
-puszka mleczka kokosowego, 20% (w żadnym wypadku light)
-ze 100 g vegan margaryny
-pół szklanki cukru
-pół do szklanki wiórków
Dodatkowo płatki kokosowe na wierzch!

Jeśli chodzi o biszkopt, to łączymy po kolei składniki i miksujemy, wstawiamy do piekarnika, w temp około 170 stopni, piecze sie z pół godziny maksymalnie.
Do kremu margarynę podgrzewamy z cukrem, dodajemy mleczko kokosowe, miksujemy póki ciepłe, dodajemy wiórki, mieszamy aż utrze się na gładką masę i odstawiamy.
Wyjmujemy biszkopt, gdy ostygnie w 100% przekrajamy na pół, przekładamy masą, czesc zostawiamy, żeby posmarowac boki i górę, które następnie obsypujemy płatkami kokosowymi. DELYSZYS! Słodkie i tłuste ;o
SAŁATKA GYROS W WERSJI VEGAN, pierwsza i udana próba, tego smakołyku, którego brakowało mi przez dwa lata :)
Składniki na porcję dla 2 osób:
- z 7 kotletów sojowych suchych
- 1/3 puszki kukurydzy
- 5 pokrojonych ogórków konserwowych
-1 - 2 cebule
-trochę keczupu i sojonezu
- dosłownie trochę kapusty pekińskiej
- pół pomidora
Dobra, kotlety gotujemy w bulionie, potem kroimy w paski, obtaczamy w przyprawie do gyrosa Kamisa i podsmażamy, wrzucamy na dno miski. Potem podsmażamy cebulkę i wrzucamy na kotlety, na cebulkę kładziemy warstwę keczupu, na to ladują pokrojone w kostkę ogórki, na to kukurydza, sojonez i na samą górę odrobina kapusty pekińskiej i pomidora. ABSOLUTNIE NIE MIESZAMY!!! Własnie tym się wyróżnia, że jest warstwowa, smaki fajnie sie przechodzą. Polecam!
haha, etapami zdjęcia, jak u Asi! powyzej kotlety sojowe i cebulka

to co powyzej + keczup!

+ ogór i kukurydza

lol, lekko niecenzuralne zdjęcie z sojonezem :D
KONIEC!
Dosia
-
Przy okazji, w sumie czasu też za bardzo nie mam, w szkole jest co robic, robota ograniczona do 2 dni w tygodniu. Haha teraz były próbne matury i właśnie wyliczyłam, że jeśli osiągne z normalnej takie wyniki jak chcę, a są one bardzo mozliwe, to dostane sie na wymarzone studia, ha! Ale dobra, koniec tego durnego licealnego kujońskiego (?) paplania. Do garów! :D
TORT CZEKOLADOWO-KOKOSOWY

Składniki:
Biszkopt:
-2 szkl. mąki
-2/3 szkl. oleju
-1 szkl. mleka roślinnego
-6 łyżek cukru
-3 łyżki kakao
-szklanka wody gazowanej
-2 łyżki mąki ziemniaczanej
-4 łyżeczki proszku do pieczenia
Ten biszkopt rośnie mega ogromny, mój ojciec znawca, który wszystko krytykuje, mówi, że jest czad, zaś mama wyczuwa posmak proszku do pieczenia, mozliwe, haha, mozna dodac mniej, ale po co ryzykowac skoro jest spoko ?:)
Krem:
-puszka mleczka kokosowego, 20% (w żadnym wypadku light)
-ze 100 g vegan margaryny
-pół szklanki cukru
-pół do szklanki wiórków
Dodatkowo płatki kokosowe na wierzch!

Jeśli chodzi o biszkopt, to łączymy po kolei składniki i miksujemy, wstawiamy do piekarnika, w temp około 170 stopni, piecze sie z pół godziny maksymalnie.
Do kremu margarynę podgrzewamy z cukrem, dodajemy mleczko kokosowe, miksujemy póki ciepłe, dodajemy wiórki, mieszamy aż utrze się na gładką masę i odstawiamy.
Wyjmujemy biszkopt, gdy ostygnie w 100% przekrajamy na pół, przekładamy masą, czesc zostawiamy, żeby posmarowac boki i górę, które następnie obsypujemy płatkami kokosowymi. DELYSZYS! Słodkie i tłuste ;o
SAŁATKA GYROS W WERSJI VEGAN, pierwsza i udana próba, tego smakołyku, którego brakowało mi przez dwa lata :)
Składniki na porcję dla 2 osób:
- z 7 kotletów sojowych suchych
- 1/3 puszki kukurydzy
- 5 pokrojonych ogórków konserwowych
-1 - 2 cebule
-trochę keczupu i sojonezu
- dosłownie trochę kapusty pekińskiej
- pół pomidora
Dobra, kotlety gotujemy w bulionie, potem kroimy w paski, obtaczamy w przyprawie do gyrosa Kamisa i podsmażamy, wrzucamy na dno miski. Potem podsmażamy cebulkę i wrzucamy na kotlety, na cebulkę kładziemy warstwę keczupu, na to ladują pokrojone w kostkę ogórki, na to kukurydza, sojonez i na samą górę odrobina kapusty pekińskiej i pomidora. ABSOLUTNIE NIE MIESZAMY!!! Własnie tym się wyróżnia, że jest warstwowa, smaki fajnie sie przechodzą. Polecam!
haha, etapami zdjęcia, jak u Asi! powyzej kotlety sojowe i cebulka
to co powyzej + keczup!

+ ogór i kukurydza

lol, lekko niecenzuralne zdjęcie z sojonezem :D
KONIEC!Dosia
-
sobota, 13 listopada 2010
z małym opóźnieniem: co zrobic z jesiennymi jabłkami z ogródka?
W sumie to nie mam ogródka, a ta notka napisana jest z dwutygodniowym opóźnieniem, ale wtedy leżało u mnie w domu tak niesamowicie dużo jabłek, głównie z sadu od cioci, że coś trzeba było z nimi zrobic, poniżej szarlotka z przepisu Magdy B, pozdro haha, przerobiona na wersję wegańska przeze mnie, jest genialna, smakuje lepiej niż ta mojej mamy, a ona robi najlepszą. No i dziwny duet a mianowicie ryż z cukinia i jabłkami.
Ale zanim te przepisy, których i tak nikt prócz Iwy i nas nawzajem nie wykorzystuje, haha, to się pochwalę. JEST PROGRES. Dnia 1 listopada, akurat tak się stało, że był to światowy dzień weganizmu, totalny przypadek, postanowiłam rozpocząc moją przygodę z weganizmem, w założeniu tylko miesięczną, na próbę, żeby oswoic rodziców jak to wszystko wygląda, a przede wszystkim się sprawdzic w tym, co zamierzam kiedyś na pewno wprowadzic w życie. Szczerze powiem, że jest świetnie, nie mam jakichś okrutnych problemów z tym żeby wyszukac spośród półek sklepowych coś co będzie odpowiadało moim zachciankom a przy okazji będzie wegańskie. Owszem, roboty jest trochę więcej, ale przecież lubię gotowac i piec, wiec o co chodzi? Jedynym rzeczywistym problemem, jest biadolenie rodziców, głównie mamy i brak akcpetacji reszty rodziny. Ja się czuję świetnie i myślę, że na miesiącu się nie skończy, bo złapałam tzw. bakcyla, ale nie będę zapeszac zobaczymy co z tego będzie. :D
Dobra, wpis, bo po tym wywodzie powyżej i tak każdy pewnie ma już ochotę to wyłączyc hah.
JABŁECZNIK (albo szarlotka? Jaka jest różnica, bo nawet mój ojciec, który pracował 20 lat w cukierni nie umie mi tego wyjaśnic..)

Składniki:
na ciasto
- 4 szkl. mąki (bez różnicy jaka)
- 3/4 kostki wegan margaryny
- 1 szkl. cukru
- 1 opak. cukru waniliowego
- 2 łyż. proszku do pieczenia
- odrobina mleka sojowego
- 3 łyżki siemienia lnianego mielonego zalanego odrobiną wody
"masa"
- 1,5 kg jabłek
- łyżka bułki tartej
- 1 opak. cukru waniliowego
- 2- 4 łyżeczek cynamonu
Margarynę z cukrem podgrzewamy w jakimś rondelku na ogniu, mąkę mieszamy z proszkiem, mlekiem, 'zaparzonym' mielonym siemieniem lnianym i cukrem waniliowym, a potem dolewamy margaryne z cukrem, wszystko mieszamy i wstawiamy do lodówki.
W tym czasie ucieramy jabłka, obrane oczywiście, na tarce, mieszamy z cukrem waniliowym cynamonem i bułką tartą.
Wyjmujemy ciasto dzielimy je mniej więcej na pół, jedna połowa, na spód, może byc trochę większa.Na formę wysmarowaną margaryną i obsypaną bułką tartą kładziemy rozwałkowane ciasto, lub wyklejamy ją malutkimi kawałkami tego ciasta, uważam, że tak jest lepiej i łatwiej. Możemy także obkleic boki formy.
Na to wysypujemy wszystkie jabłka i na górę kładziemy resztę masy, rwąc malutkie kawałki ciasta i rzucając je na wierzch. Pieczemy to około 50 minut w temp 180 stopni.
Opcjonalnie na wierzch lukier, cukier puder mieszamy z odrobiną wody i sokiem z cytryny, 'chlapiemy' na górę ciasta, najlepiej jak już wystygnie. Wg mnie najlepiej smakuje po dwóch dniach :).
RYŻ Z CUKINIĄ I JABŁKAMI

Składniki:
- 100 g ryżu (torebka)
- ze dwa jabłka
- resztki po wydrążonej z miązszu małej cukini
- u mnie też 1/3 słoiczka agrestu od mamy Oli
Ryż w torebce normalnie gotujemy, a w tym czasie, w naczyniu żaroodpornym zapiekamy pokrojone w plasterki jablka i cukinię z agrestem i sokiem agrestowym. Ryż wsypujemy na talerz, albo jak ktoś chce dorzucamy do naczynia i zapiekamy chwilę razem, wg uznania. Chodzi tu tylko o fajne połączenie smakowe, które powstało totalnie przypadkowo, a naprawdę robi robotę!
Dosia.
Ale zanim te przepisy, których i tak nikt prócz Iwy i nas nawzajem nie wykorzystuje, haha, to się pochwalę. JEST PROGRES. Dnia 1 listopada, akurat tak się stało, że był to światowy dzień weganizmu, totalny przypadek, postanowiłam rozpocząc moją przygodę z weganizmem, w założeniu tylko miesięczną, na próbę, żeby oswoic rodziców jak to wszystko wygląda, a przede wszystkim się sprawdzic w tym, co zamierzam kiedyś na pewno wprowadzic w życie. Szczerze powiem, że jest świetnie, nie mam jakichś okrutnych problemów z tym żeby wyszukac spośród półek sklepowych coś co będzie odpowiadało moim zachciankom a przy okazji będzie wegańskie. Owszem, roboty jest trochę więcej, ale przecież lubię gotowac i piec, wiec o co chodzi? Jedynym rzeczywistym problemem, jest biadolenie rodziców, głównie mamy i brak akcpetacji reszty rodziny. Ja się czuję świetnie i myślę, że na miesiącu się nie skończy, bo złapałam tzw. bakcyla, ale nie będę zapeszac zobaczymy co z tego będzie. :D
Dobra, wpis, bo po tym wywodzie powyżej i tak każdy pewnie ma już ochotę to wyłączyc hah.
JABŁECZNIK (albo szarlotka? Jaka jest różnica, bo nawet mój ojciec, który pracował 20 lat w cukierni nie umie mi tego wyjaśnic..)
Składniki:
na ciasto
- 4 szkl. mąki (bez różnicy jaka)
- 3/4 kostki wegan margaryny
- 1 szkl. cukru
- 1 opak. cukru waniliowego
- 2 łyż. proszku do pieczenia
- odrobina mleka sojowego
- 3 łyżki siemienia lnianego mielonego zalanego odrobiną wody
"masa"
- 1,5 kg jabłek
- łyżka bułki tartej
- 1 opak. cukru waniliowego
- 2- 4 łyżeczek cynamonu
Margarynę z cukrem podgrzewamy w jakimś rondelku na ogniu, mąkę mieszamy z proszkiem, mlekiem, 'zaparzonym' mielonym siemieniem lnianym i cukrem waniliowym, a potem dolewamy margaryne z cukrem, wszystko mieszamy i wstawiamy do lodówki.
W tym czasie ucieramy jabłka, obrane oczywiście, na tarce, mieszamy z cukrem waniliowym cynamonem i bułką tartą.
Wyjmujemy ciasto dzielimy je mniej więcej na pół, jedna połowa, na spód, może byc trochę większa.Na formę wysmarowaną margaryną i obsypaną bułką tartą kładziemy rozwałkowane ciasto, lub wyklejamy ją malutkimi kawałkami tego ciasta, uważam, że tak jest lepiej i łatwiej. Możemy także obkleic boki formy.
Na to wysypujemy wszystkie jabłka i na górę kładziemy resztę masy, rwąc malutkie kawałki ciasta i rzucając je na wierzch. Pieczemy to około 50 minut w temp 180 stopni.
Opcjonalnie na wierzch lukier, cukier puder mieszamy z odrobiną wody i sokiem z cytryny, 'chlapiemy' na górę ciasta, najlepiej jak już wystygnie. Wg mnie najlepiej smakuje po dwóch dniach :).
RYŻ Z CUKINIĄ I JABŁKAMI
Składniki:
- 100 g ryżu (torebka)
- ze dwa jabłka
- resztki po wydrążonej z miązszu małej cukini
- u mnie też 1/3 słoiczka agrestu od mamy Oli
Ryż w torebce normalnie gotujemy, a w tym czasie, w naczyniu żaroodpornym zapiekamy pokrojone w plasterki jablka i cukinię z agrestem i sokiem agrestowym. Ryż wsypujemy na talerz, albo jak ktoś chce dorzucamy do naczynia i zapiekamy chwilę razem, wg uznania. Chodzi tu tylko o fajne połączenie smakowe, które powstało totalnie przypadkowo, a naprawdę robi robotę!
Dosia.
wtorek, 26 października 2010
pomarańczowe vegan brownies i pierogi

POMARAŃCZOWE VEGAN BROWNIES Z SIEMIENIEM LNIANYM:
- 125 g vegan margaryny
- szklanka cukru
- pomarańcza
- 2 łyżki mielonego siemienia lnianego
- trochę ciepłej wody
- pół tabliczki gorzkiej vegan czekolady
- pół łyżeczki proszku do pieczenia
- pół szklanki mąki (wiem, że mało, jak ktoś chce, można dac więcej, ale wtedy zmieni się konsystencja i może nie byc już tak szałowo jak jest!)
Nie powiem, że jestem leniem, ale lubię prostotę wykonania, więc nie rozpuszczałam margaryny z cukrem, tylko wrzuciłam wszystko na sucho do miski, jedynie siemię lniane zmieszałam z odrobiną wody. Z pomarańczy wyciskamy sok i ścieramy skórkę i dodajemy to do masy! Bez miąższu, czy coś, w sumie to go już nie ma. Czekoladę pokrojoną w kostkę. Reszta powinna byc jasna. Jak nie to pytac.
Z tej porcji ciasta wychodzi tyle co na małą formę, jest dośc ciężkie, więc nie bardzo wyrasta. Ale jest naprawdę genialne. Siemie robi robotę, gdyż ciasto jest wilgotne. Na ciepło geniusz, na zimno jeszcze lepiej, gdyż czekolada zastyga, smakuje trochę jak blok czekoladowy z pomarańcza. Majstersztyk :D.
PIEROGI RUSKIE Z TOFU I PIEROGI Z SOJĄ I PIECZARKAMI:
Ciasto:
-mąka
- woda
Nadzienie do ruskich:
- tofu
- cebula
- ziemniaki (tyle co tofu)
Cebulę podsmażamy, ziemniaki gotujemy, wszystko razem ugniatamy i mieszamy. No i doprawic do smaku, ale myślę, że w tym wypadku standardowo sól i pieprz starczą :).

Nadzienie 'sojowe':
- 250 g ziaren soi
- ok 300 g pieczarek
- 2 cebule
- jakieś przyprawy, zioła, co kto lubi (u mnie m.in. pietrucha)
Soję moczymy na noc, w dzień gotujemy, aż będzie miękka, w osolonej wodzie. Pieczarki podsmażamy z cebulą na patelni. Soję polecam zblendowac, wtedy dodac pieczarki i wymieszac.
Ciasto robimy w ten sposób, że wsypujemy do miski mąkę dodajemy trochę wody i soli i ugniatamy. Będzie widac kiedy jest okej :D. Ale polecam je ugniatac jak najdłużej.
Ciasto wałkujemy, wycinamy szklanką kółka i wypełniami farszem, składamy na pół, sklejamy brzegi.

Wrzucamy do osolonej gotującej się wody. Jak wypłyną na wierzch wyjmujemy cedzakiem najlepiej jak ktoś ma.
i teraz MISTRZ. Z racji mojej obsesji na punkcie czarnych oliwek, podsmażyłam pierogi na oliwie, razem z pokrojonymi czarnymi oliwkami. Smakowało nawet Iwie, która ich nie znosi!
dosia
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
dumpster diving i śmieciowe jedzenie czyli puree ziemniaczano-kalafiorowe i vegan ciasto bananowe
No, ostatnio "zasmakowałyśmy" w trochę większym stopniu niż wcześniej wraz z Iwettą, pozdro dla tej zdemoralizowanej weganki, w dumpster divingu. Po pierwszym wypadzie, na bogatą dzielnicę z otwartymi śmietnikami - Osowę złapałyśmy już totalną zajawkę, bo nie liczyłyśmy w życiu na to, że znajdziemy vegan solone lays'y albo kiełki plus milion innych zajebistych rzeczy, których nie miałyśmy nawet jak zabrac.
Po zbiorach zorganizowałam mini vegan darmową wyżerkę u mnie w pracy, bo totalnie nie miałam co z tym zrobic. Na zdjęciu Asia opierdala kotlety chlebowe, z chleba ze śmieci, z jakimiś tam warzywami i puree kalafiorowo-ziemniaczanym też freegańskim. Jest bardzo spoko i nie tuczy tak jak same ziemniory.
Puree kalafiorowo-ziemniaczane:
ziemniory
kalafiorek
szczypiorek
mleko (ja użyłam zrobionego samodzielnie ryżowego)
No wszystko mieszamy gnieciemy, proporcje jak kto lubi, myślę, że jest to na tyle proste do ogarnięcia, że chyba nie trzeba pisac co i jak, nie? Naprawdę dobrze wchodzi, JEST SUPER <3.
Przymorze i Centrum Gdańska nie są już tak obfite w śmieci, ale też jest okej! No ale z nadmiaru bananów i nienawiści do ciast w których banany miesza się z masą już przed pieczeniem powstał w mojej głowie ten podobno bardzo spoko pomysł.
Ciasto bananowe:
Biszkopt:
2 szkl. mąki
2/3 szkl. oleju
1 szkl. mleka sojowego (u mnie waniliowe, czad)
7 łyżek cukru
4 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2/3 szkl. wody gaz.
Masa bananowa:
ze 2 kg bananów
łyżka mąki ziemniaczanej
Olej mieszamy z mlekiem, dodajemy mąkę, proszek do pieczenia i cukier. "Ucieramy", dodajemy mąkę ziemniaczaną i wodę gazowaną. Gdyby było za rzadkie, dodajemy trochę mąki ziemniaczanej, gdyby było za gęste, troche wody gazowanej. Pieczemy biszkopt jakieś 30 minut. W tym czasie miksujemy banany blenderem, robi sie z nich taki w sumie budyń, dodajemy trochę mąki ziemniaczanej, aczkolwiek chyba nie jest ona niezbędna, następnym razem wcale jej chyba nie dodam. Gdy biszkopt ostygnie przecinamy go na pół, wlewamy na jedną częśc banany i przykrywamy drugą. Wszystko w formie, bo banany sa troche lejące. Wstawiamy do lodówy, za jakiś czas będzie okej! Jak ktoś lubi można na wierzch polac rozpuszczoną gorzką czekolada z mlekiem sojowym lub czymkolwiek innym.
Pozdro,
Docha :D
Po zbiorach zorganizowałam mini vegan darmową wyżerkę u mnie w pracy, bo totalnie nie miałam co z tym zrobic. Na zdjęciu Asia opierdala kotlety chlebowe, z chleba ze śmieci, z jakimiś tam warzywami i puree kalafiorowo-ziemniaczanym też freegańskim. Jest bardzo spoko i nie tuczy tak jak same ziemniory.
Puree kalafiorowo-ziemniaczane:
ziemniory
kalafiorek
szczypiorek
mleko (ja użyłam zrobionego samodzielnie ryżowego)
No wszystko mieszamy gnieciemy, proporcje jak kto lubi, myślę, że jest to na tyle proste do ogarnięcia, że chyba nie trzeba pisac co i jak, nie? Naprawdę dobrze wchodzi, JEST SUPER <3.
Przymorze i Centrum Gdańska nie są już tak obfite w śmieci, ale też jest okej! No ale z nadmiaru bananów i nienawiści do ciast w których banany miesza się z masą już przed pieczeniem powstał w mojej głowie ten podobno bardzo spoko pomysł.
Ciasto bananowe:
Biszkopt:
2 szkl. mąki
2/3 szkl. oleju
1 szkl. mleka sojowego (u mnie waniliowe, czad)
7 łyżek cukru
4 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2/3 szkl. wody gaz.
Masa bananowa:
ze 2 kg bananów
łyżka mąki ziemniaczanej
Olej mieszamy z mlekiem, dodajemy mąkę, proszek do pieczenia i cukier. "Ucieramy", dodajemy mąkę ziemniaczaną i wodę gazowaną. Gdyby było za rzadkie, dodajemy trochę mąki ziemniaczanej, gdyby było za gęste, troche wody gazowanej. Pieczemy biszkopt jakieś 30 minut. W tym czasie miksujemy banany blenderem, robi sie z nich taki w sumie budyń, dodajemy trochę mąki ziemniaczanej, aczkolwiek chyba nie jest ona niezbędna, następnym razem wcale jej chyba nie dodam. Gdy biszkopt ostygnie przecinamy go na pół, wlewamy na jedną częśc banany i przykrywamy drugą. Wszystko w formie, bo banany sa troche lejące. Wstawiamy do lodówy, za jakiś czas będzie okej! Jak ktoś lubi można na wierzch polac rozpuszczoną gorzką czekolada z mlekiem sojowym lub czymkolwiek innym.
Pozdro,
Docha :D
czwartek, 26 sierpnia 2010
Cukiniowo- pomidorowe risotto i ciasteczka musli


Dwa przepisy dziś, jeden vegan drugi wege, no to jedziemy!
Cukiniowo- pomidorowe ristotto (vegan)
składniki:
1 mała lub 1/2 dużej cukinii
2 średnie pomidory
1 papryka
1 cebula
100g ryżu (1 woreczek)
1 kostka bulionu warzywnego
1 łyżeczka ziół prowansalskich
1/2 litra wody
sól, pieprz, olej do smażenia
Kroimy wszystkie warzywa w kostkę(cukinię bez skóry- sam miąższ), nie za małą, powiedzmy -średnią. pomidory i cukinie odkładamy na bok.
Cebulę i paprykę podsmażamy na rozgrzanej, koniecznie głębokiej patelni, aż cebula się zeszkli - ok. 5 minut. Potem dodajemy resztę warzyw.
Smażymy przez około 7 min, wciąż mieszając, pod koniec dodajemy łyżeczkę ziół prowansalskich. W między czasie w innym naczyniu do wody dodajemy bulion (i opcjonalnie łyżeczkę soli jeżeli bulion jest za mało słony).
Podgrzewamy bulion, lub do samej kostki dodajemy wrzątek. Kiedy warzywa się już uduszą dodajemy bulion i zakrywamy patelnię, czekając aż się zagotuje. Po zagotowaniu dodajemy ryż.
Gotujemy 15 minut, aż do wyparowania bulionu.



Ciasteczka z musli
składniki:
250 g płatków musli ( ja użyłam fruit musli Sante)
1/2 szklanki mąki (ja użyłam żytnie typ 720)
2 jajka
100 g masła
1/4 szklanki cukru (trzcinowego)
szczypta soli
łyżeczka sody oczyszczonej
Do miski wsypujemy płatki, dodajemy do nich cukier, mieszając. Rozpuszczamy masło po czym dodajemy do płatków. Kiedy maslo trochę ostygnie dodajemy mąkę, sodę, sól, wciąż mieszając. Na koniec jajka.
Mieszamy do otrzymania jednolitego, lekko karmelowego koloru.
Rozgrzewamy piekarnik do 160 stopnii. Na blasze formujemy ciastka( wygodnie szklanką). Pieczemy przez około 20-25min(w zależności od sił waszego piekarnika, mój np. należy do slabych i starych ;<)


Niestety ja dodałam 3 jajka i trochę za dużo sody, przez co jak ciastką się piekły nieco sie rozlazły na boki, ale ogarnełam je ;)
pozdro,
Asia
Subskrybuj:
Posty (Atom)


